Blog Gacka

Jak rozwścieczyć Burka za płotem :)

Włócząc się po dzielni na spacerach spotykam wiele psów, które schowane za bezpiecznymi płotami ujadają, jak opętane. Im mniejszy, tym bardziej zaciekły. Niewiele sobie robię z ich szczekania, a nawet bardzo mnie bawią ich hałasy. Do tego stopnia, że opanowałem do perfekcji wkurzanie ich do granic wytrzymałości. Zwykle zaczyna się banalnie. Idę sobie z Pańcią koło płotu, wącham krzaczki, a tu wylatuje taki jaszczur, który rzuca się na ogrodzenie z pianą w pysku i daje popis swojego wokalu. Zazwyczaj olewam takie zachowanie, bo z chamstwem nie lubię się zadawać. Jednak czasem podchodzę pod taki płot merdając ogonem. Kundel zza ogrodzenia dostaje furii, bo ja nie reaguję na jego zaczepki. Ło rety, jakimi obelgami mnie gamoń obsypuje. Nie będę cytował. Uśmiecham się tylko szeroko i nawet słówkiem się nie odezwę. Pańcia mówi wtedy „no chodź Gacek, nie wkurzaj dziada”, ale mi przecież właśnie o to chodzi. Jeśli rzeczony „dziad”, przestaje chwilowo ujadać, to ja podskakuję gwałtownie i znowu staję nieruchomo. Dopiero wtedy się zaczyna szaleństwo za płotem… Niestety Pańcia cedzi przez zęby „GA-CEK I-DZIE-MY!”, a z nią nie ma żartów, więc porzucam rozwścieczonego Burka i maszerujemy dalej.

Raz miałem ciekawą przygodę. Podszedłem do płotu, a za nim rozwścieczony kundelek. I tak sobie szliśmy, ja z jednej, miotający się wariat z drugiej strony. A tu… (TAAAADAAAM!) skończyło się ogrodzenie :). Kundel tak się przeraził, że zamknął japę i znieruchomiał. Na to ja wyprężyłem klatę i wysyczałem przez zęby „No co, sierściuchu, dalej uważasz, że moja mama nie ma rodowodu ZKwP, hmmmm?” Dawno nie widziałem tak szybko uciekającego Burka. Antylopa by z nim przegrała wyścig. Nie lubię bójek, więc sobie darowałem i poszliśmy z Pańcią dalej na spotkanie z… kolejnymi Burkami :).